Stracha Mam

Witaj w świecie grozy

Krótka piłka: Devil’s due & In fear

Antychryst, a raczej „antychrystek”, zawitał na małe ekrany. I to w nie sam, ale w tandemie. Dwa filmy, dwa skrajnie odmienne ujęcia, a mimo to jeden werdykt. Od zeszłego tygodnia możemy oglądać na DVD amerykański „Devil’s due”, oraz brytyjski „In Fear”. Jeszcze pod koniec roku oba filmy stanowiły obietnicę jeśli nie rewolucji w świecie horroru, to przynajmniej rzetelnie zrobionego kina grozy. Jak sprawdziły się te prognozy? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Devil’s Due

Amerykańscy młodożeńcy udają się w podróż poślubną. Od tej pory pan młody wpada na genialny pomysł filmowania swojego nowego życia – jak zapewne więc się domyślacie film nakręcony jest w całości z ręki, amatorska kamerą (found footage). Podczas ostatniej nocy spędzonej na wywczasie, podwożący parę taksówkarz proponuje bohaterom uczestnictwo w nieturystycznej, autentycznej zabawie, na którą to propozycję oboje przystają. Jak to zwykle w horrorach bywa, jest to decyzja zła, bowiem do wyskokowych napojów naszej rezolutnej dwójki, zostają dosypane bliżej nieokreślone specyfiki, po których oboje padają jak muchy. Rankiem małżeństwo budzi się w swoich pokojach. Po powrocie do Stanów okazuje się, że żona znajduje się w nieplanowanym błogosławionym stanie. Od tej pory życie dwójki diametralnie się zmieni – pod ich oknami będą wyczekiwały tajemnicze postacie, na drzwiach po nocach będą rysowane dziwne symbole, zaś sama przyszła matka przeżyje prawdziwą huśtawkę nastrojów, która bynajmniej nie będzie spowodowana zmianami hormonalnymi.

„Devil’s due” to ukłon w stronę najsłynniejszego satanistycznego obrazu Polańskiego, gdzie zamiast opętania, na pierwszy ogień wychodzi trudny do akceptacji dualizm sytuacji. Oto matka nosząca w łonie swoje dziecko dowiaduje się, że jest ono także synem diabła. Jak zachować się w takiej sytuacji? Kochać czy nienawidzić? Na nieszczęście przed takimi trudnymi moralnie wyborami nie staje bohaterka filmu Matta Bettinelli-Olpin’a oraz Tylera Gillett’a. Jest to klasyczna pułapka w którą autorzy dzieła wpadają jak śliwka w kompot, chcąc i zjeść ciasto, i je mieć. Samantha (bo tak nazywa się główna postać kobieca) wraz z rozwojem niesfornego płodu, zaczyna także przechodzić na ciemna stronę mocy – bądź to atakując nieznajomych na ulicy, bądź dzikie zwierzęta w pobliskim lesie. Staje się więc podwójnie opętana zarówno przez noszone dziecko, jak i nieznaną diabelską siłę. Tym samym twórcy filmu uwalniają ją od trudnych moralnie decyzji. Film nie wytrzymuje już pierwszej próby – scenariusz od początku jest płytki, trywialny, jakby ktoś kto go pisał (Lindsay Devlin) nie bardzo wiedział co zrobić z postaciami, ale tez miał dziwne wyobrażenie na temat tego jak ludzie się zachowują i o czym rozmawiają. Przez to każde spotkanie dwójki bohaterów wypada sztucznie. Druga sprawą, która kładzie tę produkcję, jest technika w której film jest nakręcony. Found fotage nie stanowi pretekstu do słabej operatorki – wręcz przeciwnie. Po wielu produkcjach z półki opatrzonej naklejką „kamera z rąsi”, każdy film powinien pokazywać nam kunszt reżysera, który bawi się z widzem, drażniąc go pokazując tylko wycinek całości obrazu, przez co stymuluje ciekawość widza. Tu tak nie jest. Okazuje się, że twórcy znów uwierzyli, że found footage zwyczajnie legitymizuje kompletną nieumiejętność pracy z kamerą – przecież wystarczy mieć urządzenie nagrywające w HD i voila – film gotowy. Co ciekawe twórcy co jakiś czas zapominają o tym, że główny bohater trzyma kamerę, która stanowi dla widza okno na świat filmu, i pokazują nam kadry z boku – całe sceny – tak aby widz mógł zrozumieć co dokładnie dzieje się na ekranie.  Kompletna bzdura, biorąc pod uwagę założenia found footage. Miała być amerykańska hybryda dogmy 95, a wyszła nieudolna zabawa dzieci z kamerą. Okazuje się, że najlepsza częścią tej produkcji była kampania promocyjna ze sztucznym dzieckiem straszącym przechodniów (film możecie zobaczyć klikając TUTAJ).

Komu polecam:

– poszukiwaczom miernych filmów

Komu nie polecam:

– fanom satanistycznego horroru

– fanom found footage

– fanom kina jako całości, a także kina gatunkowego

 

In Fear

„In Fear” to kameralny thriller, którego akcja rozgrywa się na bezdrożach Irlandii. Nowo poznana para udaje się na muzyczny festiwal. Jadąc w kierunku położonego na odludziu hotelu, w którym maja zamiar spędzić noc, gubią się. Jakby tego było mało po kilu godzinach bezowocnego kluczenia okazuje się, że nie są sami na drodze. Ktoś śledzi ich poczynania, a jak się niebawem okaże, nie ma wobec pary przyjaznych zamiarów.

Film Jeremiego Loveringa zapowiadany był już kilka miesięcy temu. Zwiastun mocno okraszony pozytywnymi komentarzami dziennikarzy, anonsował intrygujące europejskie dzieło z pogranicza twórczości Hanekego i Lyncha. Obraz wpisuje się w idealnie w subgatunek kina grozy, jakim jest horrorwe kino drogi (na potrzeby tej krótkiej recenzji pozwolę sobie operować taką właśnie nomenklaturą). Wśród najznakomitszych przedstawicieli tego nurtu można wymienić takie wyśmienite produkcje jak „Dead end” (2003), „Wolf Creek” (2005) czy „Heute Tension” (2003). Niestety „In Fear” nigdy nie znajdzie się na tej liście. Początek jest jednak obiecujący. Oto dwoje nieznajomych, zamkniętych w ciasnym pomieszczeniu auta, zdani tylko na siebie, podróżują z punktu A do B. Im bardziej reżyser przykręca im szpile, tym lepiej poznajemy oboje bohaterów. Są oni zmuszeni do podjęcia szeregu niewygodnych wyborów, testujemy ich moralność oraz zasady etyczne. Reżyser, angażując zaledwie trzech aktorów, starał się najwyraźniej przedstawić widzowi wnikliwe studium psychologiczne. Niestety nie udaje się to zbyt dobrze. Pierwszy zarzut idzie w stronę samych aktorów. Ich nieumiejętna gra (zwłaszcza postać kobieca oraz mroczny, diabelski zły charakter) kładą scena za sceną. Druga uwaga tyczy się samego scenariusza – są momenty gdy kwestie bohaterów są zwyczajnie bez sensu, są też chwile gdy dana scena aż błaga o komentarz, który jednak nie nadchodzi (kulminacje stanowi tu przedziwne zakończenie filmu). Film zrealizowany poprawnie, jest przerażająco nudny i przewidywalny. Jeśli więc widzieliście jeden horror drogi, to tak jakbyście już widzieli „In fear”.

Komu polecam:

– amatorom horrorów drogi

– fanom młodzieży dręczonej przez ukrytego w krzakach oprawcę

Komu nie polecam:

– amatorom niebagatelnej intrygi

– entuzjastom szybkiej i wartkiej akcji

– domorosłym detektywom filmowym

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Kwiecień 23, 2014 by in Horror, News, Recenzja and tagged , , , , , , , , .

Strachamam – Pinterest

Poster Perversion

Kocham dziwne kino

Kocham dziwne kino!

Panorama Kina

Cinema Frankenstein

Strach ma skośne oczy

Kategorie

Stracha Mam

Witaj w świecie grozy

DVD Commentary

From action movies to zombie flicks, sharing filmmakers' commentary on the films you love

AtmoWorks

A World Away, Worlds Within

The Dollar Horror Blog

A Celebration of All Things Spooky and Weird

Confessions Of A Christian Freak

[the various brain droppings, rants and general wackiness of Uncle NecRo]

Radio of Horror Blog

The Longest Running Horror Show in New England

Stigmatophilia's gore splattered corner of insanity.

Horror, Gore, Exploitation, Trash, Cult Movies; Reviews, Interviews, Music and More...

AnythingHorror.com

Horror Movies, Horror News, and So Much More

The Horrifically Horrifying Horror Blog

Inspiring ghouls of the fictional world of horror everywhere.

The B-Horror Blog

HORROR MOVIES: THE GOOD, THE BAD AND THE VERY, VERY UGLY...

Funky Jeff

Music&lifestyle worth writing about...

HORROR RISES FROM SPAIN

You Spanish horror podcast

Świątynia Krzyku

Poezja Kosmicznego Horroru

%d blogerów lubi to: