Stracha Mam

Witaj w świecie grozy

Vade retro, vade ultra…

Młody Malezyjczyk James Wan, często nazywany wielką nadzieją kina grozy, żywą legendą horroru, kontynuatorem spuścizny wielkich mistrzów, uraczył widzów swoją nową produkcją filmową. „The Conjuring” (w Polsce „Obecność”) to nic innego jak opowieść o duchach. Wan od jakiegoś czasu dał już spokój seryjnym mordercom („Piła”) i wziął na warsztat eteryczne postacie nie z tego świata, które nawiedzają żywych. Co ciekawe nie jest to pierwszy film (i nie ostatni – we wrześniu w kinach druga część filmu „Insidious”) Wana dotykający tematu duchów. Reżyser nie dość, że gości zza światów polubił to jeszcze zaczyna budować swoje nowe prywatne duchowe uniwersum, ze swoją mitologią i zasadami.

Film opowiada historię dwóch rodzin. Pierwsza prezentuje typowy amerykański model. Perronowie to rodzice (Ron Livingston i znakomita Lili Taylor) oraz ich pięć córek. Druga rodzina typową na pewno nie jest. Warrenowie oddali bowiem swoje życie badaniom nad duchami i demonami. W ich domu znajduje się specjalny pokój w którym trzymają najróżniejsze przeklęte przedmioty, których pod żadnym pozorem nie wolno dotykać. Kiedy w nowym domu Perronów dojdzie do serii niewyjaśnionych zjawisk, ostatnią deską ratunku będzie dla nich pomoc ze strony doświadczonych w duchowej interwencji Warrenów.

O filmie zaczęło być głośno parę miesięcy temu. Promocja ruszyła pełną parą, przyciągając coraz więcej zainteresowanych, gdy okazało się, że historia nie jest zwykłym wymysłem głowy Wana a została zaczerpnięta z życiorysu rodziny Warrenów, którzy faktycznie zajmowali się badaniami nadprzyrodzonych przypadków. Jak mówi napis pojawiający się zaraz na początku filmu historia, którą zaraz zobaczymy była tak przerażająca, że prawdziwa Loarine Warren odważyła się opowiedzieć o niej dopiero teraz. Wszystkie te informacje tylko skutecznie podsycały mają ciekawość i podekscytowanie. Nareszcie film z oryginalnym pomysłem, żaden sequel, remake czy prequel. Niestety, nie do końca.

Prawdziwi Warrenowie w akcjiFabuła filmu idzie dwutorowo. Z jednej strony widzimy wycinki życia Warrenów, z drugiej doświadczamy „obecności” w domu Perronów. Dopóki symultaniczna fabuła trwa, film to prawdziwe arcydzieło kina grozy. Jest czego się bać. Paradoksalnie kiedy na ekranie pojawia się zajmująca się tropieniem duchów rodzina Warrenów, widz ma szansę złapać krótki oddech i przestać oglądać film zza przysłaniających oczy palców. Wan zgrabnie wykorzystuje uczucia widzów, skupiając się na dręczeniu córek państwa Perron. Jest ich aż pięć i każda z nich doświadcza innego rodzaju manifestacji duchowych napastników. Same sceny straszenia (a straszy gęsto i często!) są bardzo stylowe i wysmakowane. Mamy do czynienia ze wszystkimi znanymi wariantami duchowej obecności. Drzwi trzaskają, okna same się otwierają, obrazy bez żadnej przyczyny spadają na ziemię. Do tej całej gamy klasycznych wariantów straszenia dochodzi pojawiająca się znikąd ciemność, mignięcia cieni za oknem, nieostre kształty, które dostrzegamy w dole kadru kątem oka. Ale prawdziwie diabolicznym zabiegiem jest wykorzystanie zabawek, które w filmie stają się nośnikami szatańskich mocy. Tradycja umieszczania w filmie przeklętych przedmiotów istnieje praktycznie od momentu powstania kina gatunkowego (chociażby „Wózek śmierci”). Trzeba przypomnieć, że szczególnym upodobaniem do filmów opowiadających historie obiektów naznaczonych klątwą cechuje się kinematografia azjatycka. Chyba łatwiej byłoby wymienić te przedmioty, które nie straszyły, niż te, które były dotknięte klątwą (pamiętacie film „The Wig”?). Być może mordercza lalka czy pokazująca martwych pozytywka to ukłon w stronę malezyjskich korzeni reżysera ?

Akcja filmu rozwija się bardzo powoli. Dominuje ciężki, przytłaczający klimat, rodem z gatunkowej klasyki (co w połączeniu z odgłosami domu Perronów tworzy piorunujące wrażenie). Od początku filmu wiemy, że w domu czai się zło i ma ono tylko jeden cel: zniszczenie rodziny Perron. Kiedy już się w tym przekonaniu utwierdzamy do akcji wkracza duet składający się z Lorraine (Vera Farmiga) i Ed’a (Patrick Wilson – tak, to ten amerykański aktor, który ma żonę z Kielc) Warrenów. I nagle cała misternie budowana atmosfera rozpada się. Strach gdzieś umyka a film staje się kolejną „typową” produkcją. Brak tu zaskakujących momentów, wbijających nas w fotel zwrotów akcji czy mrożących krew w żyłach scen z pierwszej części filmu (kiedy obie rodziny koegzystują w oddzielnych liniach fabularnych). Nie jest to Hooperowski „Poltergeist”, gdzie po odwiedzinach medium w domu Freelingów, możemy spodziewać się absolutnie wszystkiego, daleko mu także, do sceny seansu spirytystycznego (moim zdaniem najlepszej w historii kina sceny przywoływania ducha)  z Medekowego „The Changeling”. Całość zaczyna się wydawać dosyć śmieszna a cały mroczny, duchowy klimat idzie w odstawkę.

Pierwsza denerwująca rzecz to znana nam dobrze technika (jakże uwielbiana przez Steve McQueena) kręcenia sceny na jednym ujęciu. Wan zdecydowanie przesadza. Kamera kręci się, zmienia tor swojej podróży, wjeżdża na górne piętra domu albo zlatuje do piwnicy. Nawet najwytrwalszym może się zakręcić w głowie a po pewnym czasie to co miało być unikatowym zabiegiem dla filmu zaczyna zwyczajnie drażnić.

Druga sprawa to nierzetelność Wana. Po pierwsze ilość wątków, która pojawia się w filmie jest zatrważająca. Z uwagi na długość trwania „Obecności”, spora część rozpoczętych historii nigdy nie znajduje zakończenia. Szkoda. Zapewne dużo lepszym zabiegiem byłoby usunięcie zbędnych wątków, a pogłębienie tych najważniejszych. Po drugie Wan mimo swej biegłości w duchowych horrorach idzie na łatwiznę, sięgając po wszelkie już wcześniej użyte środki. Jeśli widzieliście „Dead silence” i „Insidiousa” to możecie potraktować „Obecność” jako kolejną część cyklu. Ponadto w scenie końcowej reżyser, zapewne chcąc podkręcić atmosferę sceny, podejmuje wszystkie wątki, także te porzucone, na raz. Miało wyjść dobrze, ale miałem wrażenie chaosu, który kończy się sceną zbyt lekką jak na nagromadzone w ciągu dziewięćdziesięciu minut napięcie.

„Obecność” to film zrobiony z dużym rozmachem. Wiele z zastosowanych sztuczek rzeczywiście przeraża, a takie jest założenie obrazu. Niestety kuleje fabuła, która w końcowym odcinku robi się bardzo wtórna i przewidywalna. Wan tworzy swoja własną mitologię, którą indoktrynuje nas po raz kolejny. Być może jednak z powodu narosłych wokół filmu oczekiwań, nie jestem do końca zadowolony z tego co zobaczyłem. Myślę, że dam jednak Wanowi drugą szansę. Już we wrześniu czeka nam druga część ”Insidiousa”!

 

Advertisements

3 comments on “Vade retro, vade ultra…

  1. mangusta
    Lipiec 29, 2013

    Akurat lala w tym filmie niekonieczniema związek z korzeniami reżysera, prędzej pochodzi z dochodzenia Warrenów nad nawiedzeniem lalki typu Raggedy Ann o imieniu Annabelle – wszak to film na faktach 🙂

  2. pannaturalny
    Lipiec 30, 2013

    Prawda, że lala istnieje naprawdę. Może to zbieg okoliczności a może stworzenie mitu na potrzeby marketingowe, jak to się często przypuszcza w przypadku Amityville? Widziałem kilka dokumentów z Warrenami. W jednym z nich Loraine stwierdza „mieliśmy tak dużo przygód, że nasze życiorysy praktycznie należą do Warner Borthers”.

  3. Pingback: Poczuj obecność…raz jeszcze! | Stracha Mam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Lipiec 29, 2013 by in Horror, Recenzja and tagged , , , , , , , .

Strachamam – Pinterest

Poster Perversion

Kocham dziwne kino

Kocham dziwne kino!

Panorama Kina

Cinema Frankenstein

Strach ma skośne oczy

Kategorie

Stracha Mam

Witaj w świecie grozy

DVD Commentary

From action movies to zombie flicks, sharing filmmakers' commentary on the films you love

AtmoWorks

A World Away, Worlds Within

The Dollar Horror Blog

A Celebration of All Things Spooky and Weird

Confessions Of A Christian Freak

[the various brain droppings, rants and general wackiness of Uncle NecRo]

Radio of Horror Blog

The Longest Running Horror Show in New England

Stigmatophilia's gore splattered corner of insanity.

Horror, Gore, Exploitation, Trash, Cult Movies; Reviews, Interviews, Music and More...

AnythingHorror.com

Horror Movies, Horror News, and So Much More

The Horrifically Horrifying Horror Blog

Inspiring ghouls of the fictional world of horror everywhere.

The B-Horror Blog

HORROR MOVIES: THE GOOD, THE BAD AND THE VERY, VERY UGLY...

Funky Jeff

Music&lifestyle worth writing about...

MAGIVANGA - magazyn kultury niepokornej

"Nigdy nie było dla mnie wystarczająco dziwnie." - Hunter S. Thompson

Świątynia Krzyku

Poezja Kosmicznego Horroru

%d blogerów lubi to: